poniedziałek, 8 września 2014

Niedziela dla włosów (7) - powrót do wzbogacania masek.

Hej!

  Ostatnio doszłam do wniosku, że już dawno temu znalazłam kilka sposobów, które się u mnie sprawdzają, ale przestałam z nich korzystać. Właściwie nie wiem dlaczego. Mam na myśli przede wszystkim dodawanie półproduktów do masek, więc albo wygrało lenistwo, albo przekonanie, że nic one nie zmieniają (moja bzdura, przecież zmieniają). Dlatego już dzisiaj wprowadziłam do pielęgnacji kolejny ze starych-nowych punktów.

  Niedzielę dla włosów zaczęłam dość standardowo - od zwilżenia ich, nałożenia odżywki Isana Professional, Oil Spulung, a na to na 3 godziny oliwy z oliwek.

  Dalej w kolejności umyłam włosy. Na długości zrobiłam to maską Serical, Kalos, Crema al Latte Wymieniłam aloesowego Potter'sa, nie wiem jak to się stało, ale dopiero pod koniec drugiego opakowania uświadomiłam sobie, że zawiera aloes, jakby nazwa przecież wcale tego nie sugerowała. O tym, że moje włosy z aloesem się nie lubią, wiedziałam, jednak nie odczułam jego obecności w balsamie myjąc nim tylko długość. Stało się to dopiero, kiedy na wyjeździe nie miałam nic innego i używałam go jako produkt d/s. Teoretycznie, mogłabym nic nie zmieniać, skoro nie było negatywnych skutków, ale myślę, że nie wiedziałam, że może być lepiej. Póki co zobaczę jak sprawdza się mleczny "Kalos" i ewentualnie kupię coś innego z tym przeznaczeniem. Na skalpie wykonałam peeling, a było to połączenie łyżki cukru z szamponem Alterra z biotyną i kofeiną.

  Moje kosmyki potrzebowały już protein. Miałam więcej czasu, więc mogłam zagwarantować im to co działa na nich najlepiej, czyli właśnie proteiny, ale w złożonej pielęgnacji. Najpierw nałożyłam na, co prawda, piętnaście minut, ale pod czepkiem, BingoSpa z kaszmirem i kolagenu. Spłukałam ją i na czterdzieści minut rozprowadziłam emolientową maskę Alterra z granatem z łyżką miodu płynnego (właśnie go miałam na myśli na początku wpisu). Już na koniec nałożyłam i od razu spłukałam odżywkę Garnier, Oleo Repair.

  Włosy rozczesałam TT, wystylizowałam żelem Cien a końcówki zabezpieczyłam jedwabiem w płynie Green Pharmacy (recenzja). Prawie wyschnięte splotłam w kucyk i poszłam spać.
 




  Kiedy wstałam nie wyglądały dobrze. W końcu, wczoraj pogoda była ładna, ale dziś, przynajmniej u mnie, od rana mocno padało. Nie pomyślałam wieczorem, żeby sprawdzić prognozę punktu rosy i dodałam humektant - miód. Rano nie miałam czasu, żeby sfotografować włosy, kiedy wróciłam do domu, były spuszone, przez wilgotność i deszcz wkoło. Splotłam jednak kucyk na godzinę i co jakiś czas wygładzałam go skręcając wokół własnej osi. Po rozpleceniu wyglądały dużo lepiej. Pomijając puch nad karkiem, czuć efekt zabiegów z poprzedniego dnia - śliskość i nawilżenie, czyli to na czym zawsze zależy mi najbardziej.




Jak Wasza niedziela dla włosów?:)

26 komentarzy:

  1. Zazdroszczę Ci tego skrętu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne loczki! Zakochałam się*.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wowww, przyznam szczerze że takie loczki robią na mnie wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki piekny skret Kochana :) Wlosy prezentuja sie przeslicznie :)!

    OdpowiedzUsuń
  5. Slicznie kręcą Ci sie wlosy: ) zazdroszcze: ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale częściej nie ma czego zazdrościć :-/

      Usuń
  6. Ooo jakie sliczne włosiska :) zazdroszcze, moje sie kreca ale niestety tak dziwnie... wolalabym takie subtelne loczki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, akurat Twoje kręcą się bez zarzutów :)

      Usuń
  7. Są absolutnie przegenialne! Wyglądają cudownie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany zdecydowanie przesada, dziękuję:)

      Usuń
  8. chciałam napisać, że prześlicznie się pokręciły, ale widzę że wszyscy mnie już uprzedzili.
    ten skręt jest genialny.

    OdpowiedzUsuń
  9. piękne loczki, zazdroszczę! :)) a peeling cukrowy uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz na pewno da mi uśmiech! :) A osób kulturalnych nie trzeba prosić o kulturę wypowiadania się.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...