sobota, 23 sierpnia 2014

Nadzwyczajna miękkość, czyli płukanka kakaowa.

Cześć!

  Akcja u Anwen "Lipiec miesiącem płukanek" i mnie zachęciła do skorzystania z tej metody. Wstyd się przyznać, ale było to moje pierwsze podejście do nich. Czy zgadzam się, ze zdaniem, że są niedocenianym punktem pielęgnacji? Zdecydowanie, a przynajmniej pierwsza przetestowana - kakaowa, przekonała mnie do tego.


Opakowanie, jak widać, w użyciu.



Jak ją przygotowuję?


  Mój wybór na kakaową, jako pierwszą do wypróbowania, padł właśnie ze względu na szybkość przygotowania. Nie trzeba zaparzać, ani gotować nic, za wyjątkiem wody. Ja na jej pół litra wsypuję do miski małą łyżeczkę kakao. Trzeba pamiętać, żeby przygotować ją kilka godzin wcześniej. Chyba, że ktoś ma ochotę polewać włosy wrzątkiem? Polecam jednak zimną, ewentualnie letnią płukankę :)


Ocena


  Pachnie bardzo ładnie, nawet jak dla kogoś, kto, uwaga, nie lubi kakao. Zapach jest taki sam, jak napoju (dziwne, gdyby było inaczej), tylko słabszy, ze względu na proporcję. Wykonywałam nią kilka ostatnich płukań. Najpierw włosy zamaczałam w płukance, a następnie polewałam nią włosy. Skalp omijałam, bałam się o wzmożenie przetłuszczania. Jej minusem jest kolor. Nie ma więc mowy, przy jej używaniu, o jasnym ubraniu, czy materiale, w który odsączamy włosy. Jeśli już o tym mowa, najlepiej zrobić to dość dokładnie, inaczej zabarwienie z włosów będziemy mieć też na podłodze. Tutaj mogą mieć problem dziewczyny stylizujące skręt na bardzo mokrych pasmach. Na szczęście, prysznic wystarczy szybko opłukać wodą, lub zlew wystarczy szybko opłukać wodą.
  Przejdźmy do efektów. Nie jestem fanką dodawania kakao do masek. Tutaj jest inaczej. Kosmyki są nadzwyczajnie miękkie po wyschnięciu. Trudno powstrzymać się przed ich dotykaniem. Do tej pory porównywalne odczucie dała mi tylko maska BingoSpa z kaszmirem i kolagenem. Muszę sprawdzić połączenie ich obu. Po za tym puszystość (nie ma nic wspólnego z puchem), do tego stopnia, że objętość jest znacznie zwiększona. Użyta w odpowiednim zestawieniu z produktami do spłukiwania, podbija też nawilżenie.
  Co do przyciemnienia koloru - ja takiej właściwości, nawet przy używaniu kilka razy pod rząd, nie zauważyłam. Szkoda, bo miałaby u mnie kolejny plus. Nie potrafię, jednak powiedzieć jak zachowa się u blondynek.


  Podsumowując, kakaowa wersja, przekonała mnie do korzystania z metody pielęgnacji, jaką są płukanki. Mam teraz ochotę na przetestowanie innych, ale po tą, przede wszystkim, bardzo łatwą do przygotowania, często będę sięgać. Wiem, że nie jest ona tak popularna, jak, na przykład octowa, czy kawowa, ale zachęcam do wypróbowania :)

Używałyście już płukanki kakaowej? Dajcie znać :)!

12 komentarzy:

  1. Zachecilas mnie do wyprobowania tej plukanki! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Próbowałam tylko octowej jednak jakoś średnio działa. A kakao w maskach lubię, więc może sprawdzi się jako płukanka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja octową mam na liście do wypróbowania :)

      Usuń
  3. Chętnie ją wypróbuję w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio do maski dodalam kakao i mnie efekt bardzo zadowolil: )) plukanke tez z chęcią wyprobuje: )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja fanką kakao w maskach nie jestem, ale powinna Ci pasować :)

      Usuń
  5. Kakaowej nie próbowałam.Z kawowej i mlecznej nie byłam za bardzo zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdecydowanie wyprobuje, moje wlosieta polubily kakao :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O kurczę, jak tylko kupię kakao do ciasta, to i do płukanki na pewno poleci! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. mam kakao w szafce wiec wyprobuje na dniach :D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz na pewno da mi uśmiech! :) A osób kulturalnych nie trzeba prosić o kulturę wypowiadania się.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...